Międzylądowanie – Dubaj. 15 godzin do kolejnego lotu.
Z zewnątrz – luksus, nowoczesność, morze szkła i betonu wyrastające z pustyni. Z wewnątrz – cisza. Koncentracja. Ukryta misja.
Kasia i Monika przeszły przez kontrolę paszportową, wtapiając się w tłum podróżnych. Z lotniska odebrał je dyskretny kierowca zamówiony przez kontakt. Miały 15 godzin – dość, by się poruszać, załatwić spotkanie, coś zjeść i zniknąć.
Pierwszy przystanek – Dubai Mall. Wnętrze pachniało klimatyzacją, kadzidłem i słodką wonią perfum. Wszystko tu było zbyt sterylne, zbyt idealne, jakby ktoś próbował zamaskować pulsujące pod spodem napięcie miasta.
– Wyglądamy jak blogerki podróżnicze – mruknęła Monika, zatrzymując się przy jednej z fontann.
– To właśnie mamy wyglądać – odpowiedziała Kasia i lekko się uśmiechnęła.
Telefon w jej dłoni zamigotał. – Dodaj zdjęcie przy Burj Khalifa. Podpis: „W Dubaju wszystko jest większe, nawet zmęczenie 💫” – powiedziała cicho.
Aplikacja automatycznie dodała zdjęcie, dopasowała styl i wysłała Markowi. Mark, który myślał, że Kasia ma przerwę między lotami i wykorzystuje ją na przyjemności. W rzeczywistości, w sercu tej pustynnej metropolii, czekał na nie człowiek, który miał odpowiedzi.
Spotkanie odbyło się w kawiarni na poziomie -2 Dubai Marina Mall. Stary znajomy. Handlarz, były analityk, teraz pozornie na emeryturze. Zamówili kawę. On wciąż pamiętał, jak ją lubiły – czarna, bez mleka, bez cukru.
– Zaczynają się wami interesować – powiedział bez zbędnych wstępów. – Wiedzą, że ktoś z Europy wyruszył do Chin. Ale jeszcze nie wiedzą kto. Siatka przestępcza też coś wyczuła. Macie czas, ale nie dużo.
– Skąd wiedzą? – zapytała Kasia, próbując nie pokazać zdenerwowania.
– Ktoś gada. Albo coś wyciekło. Nie wiem jeszcze kto. Ale jeśli Aurora-7 trafi w złe ręce… Chiny to tylko początek.
Kiedy wychodziły z kawiarni, zaczepił je mężczyzna – ubrany modnie, z pozornie przyjaznym uśmiechem.
– Dziewczyny, zgubiłyście może coś? – zagadał, pokazując coś w dłoni, co rzekomo miało należeć do Moniki.
Zbliżył się za bardzo. Za szybko.
Zanim zdążył zrozumieć swój błąd, Monika chwyciła go za nadgarstek, skręciła i przyparła do ściany.
– Myślisz, że to nasze pierwsze zakupy w Dubaju? – szepnęła mu do ucha, a potem puściła i odeszła bez słowa.
– Za bardzo przyciągamy uwagę – powiedziała Kasia.
– Tylko jeśli ktoś wie, na co patrzeć – odparła Monika.
Przez chwilę milczały, stojąc przy Dubai Fountain. Z oddali dobiegał śpiew Eda Sheerana, puszczany z głośników hotelu. Woda tańczyła do rytmu muzyki, światła pulsowały na tle nocnego nieba. Miasto żyło.
Ale one już wiedziały, że czas się kończy.
Jeszcze kilka godzin. Potem lot do Chin. I najgroźniejszy etap misji.