Chiny


Warszawa, noc przed wylotem.

Kasia złożyła ostatni element hipersonicznego kombinezonu i wsunęła go między ubrania, tuż obok niewinnej sukienki, której nigdy nie miała na sobie, ale którą zabierała na każdą misję – tak, jakby mogła choć na chwilę udawać, że ma normalne życie. Metal chłodził jej palce, gdy dopinała walizkę. Pokój wypełniał zapach świeżo mielonej kawy i delikatna nuta perfum Moniki, która stała przy oknie, wyglądając na ciemne ulice miasta. W oddali ktoś śmiał się na balkonie, klakson gdzieś zagrzmiał w irytacji. Dla świata ta noc była zwyczajna. Dla nich – była ostatnim momentem spokoju przed wejściem do gry.

Telefon zawibrował.

– No i co, gotowe na podbój Azji? – głos Marka brzmiał zbyt lekko, zbyt beztrosko.

– Oczywiście – Kasia odpowiedziała, poprawiając ramiączko torby. – Zakazane Miasto, Wielki Mur, trochę zakupów…

– No i oczywiście chińska herbata, może jakaś ceremonia picia herbaty? Albo smoczy tatuaż na karku? – Marek znowu się droczył.

Przewróciła oczami, ale kąciki jej ust uniosły się mimowolnie. – Może, jeśli ty wytatuujesz sobie coś równie sensownego w Dublinie. Na przykład kod QR do twojej prezentacji konferencyjnej.

Słychać było jego śmiech. Potem odgłos przesuwanych rolek po asfalcie. Jak zwykle. Jego świat toczył się normalnie.

– A Monika? Jest gotowa? – zapytał.

Monika uniosła brew, nie odwracając się od okna. – Jasne – rzuciła Kasia, jednocześnie widząc, jak Monika w ostatniej chwili pisze jakąś wymówkę do kogoś, kto najwidoczniej nie powinien wiedzieć, że wyjeżdża.

– To miłej podróży, dziewczyny. – Marek zamilkł na chwilę, a potem dodał ciszej: – Uważajcie na siebie.

Kasia zamknęła oczy, zatrzymując w sobie to ciepło. Żałowała, że nie może powiedzieć mu prawdy. Żałowała, że nie mogła zostać tą dziewczyną, którą widział w niej Marek. Ale była kimś innym. Kimś, kto nie mógł pozwolić sobie na zwyczajne życie.

Rozłączyła się. Monika spojrzała na nią, gotowa do wyjścia.

– Czas na lotnisko.

Lotnisko było labiryntem świateł i cieni. Przez szybę odbijały się twarze spieszących się ludzi – niektórzy zmęczeni, niektórzy podekscytowani, wszyscy zanurzeni we własnych sprawach. Kasia i Monika przechodziły przez tłum z lekkimi uśmiechami na ustach, jak zwyczajne turystki, które czekała przygoda w Chinach. W rzeczywistości ich oczy rejestrowały znacznie więcej.

Kobieta w czerwonym płaszczu, która co chwilę spoglądała na telefon, pisząc nerwowo wiadomości. Mężczyzna w garniturze, który miał zbyt drogi zegarek jak na bilet w klasie ekonomicznej – prawdopodobnie podróbka, ale wciąż coś w nim nie pasowało. Para starszych ludzi, zbyt cicho ze sobą rozmawiająca – ton głosu wskazywał na coś innego niż radość z podróży.

Ludzie przechodzili obok nich, nieświadomi, że są obserwowani. Bo Kasia i Monika patrzyły inaczej. To było wytrenowane. To było ich życie.

Odprawa, kontrola bezpieczeństwa, boarding – wszystko było grą. Przejście przez lotnisko to była ich własna symfonia – ruchy, które miały znaczenie, oddechy, które musiały być kontrolowane. Jeden fałszywy gest, jedna sekunda zawahania – i wszystko mogło runąć.

Gdy usiadły w samolocie, Kasia spojrzała na Monikę.

– Myślisz, że będzie łatwiej niż ostatnim razem? – zapytała cicho.

Monika zerknęła przez okno, gdzie światła Warszawy stawały się coraz mniejsze.

– Nigdy nie jest łatwiej. Po prostu wiemy, jak trudne to może być.

Zamknęła oczy na chwilę i wróciła myślami do tamtej nocy – do momentu, gdy były same, osaczone, ranne, a mimo to udało im się wydostać. Ostatni przeciwnik padł u ich stóp, a one stały tam, wycieńczone, ale wciąż żywe. Bo zawsze znajdowały sposób. Zawsze były tymi, które przetrwały.

Ale za jaką cenę?

Kasia spojrzała na nią i skinęła głową. Były gotowe.

Pierwszy przystanek: Dubaj.

Zapach kadzidła i mocnej arabskiej kawy unosił się w powietrzu, gdy szły przez lotnisko. Z zewnątrz wyglądały jak dwie podróżniczki cieszące się wycieczką. W rzeczywistości były już w pełni skupione. Ich cel czekał w podziemiach Dubaju. Miały 24 godziny.

Gra się zaczynała.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *